Pisałam już o jakże pięknej turystyce kajakowej, a teraz czas na krótki opis, a właściwie: pełen dygresji i aberracji tematycznych wywód na temat turystyki rowerowej. Zacznijmy od tego, że rower jest fajny i każdy powinien go mieć w swojej piwnicy tudzież na własnym balkonie (aczkolwiek trzymania roweru na balkonie nie polecam).
Rower to bowiem idealny sposób na codzienną (lub, nie czarujmy się, prawie codzienną – kto by znalazł czas na codzienną jazdę na rowerze, gdy w necie jest tyle ciekawych rzeczy… co nie?) dawkę sportu i rekreacji, czyli dbałości o sprawność fizyczną tudzież również fizyczną atrakcyjność (inaczej mówiąc: zgrabną i szczupłą sylwetkę, co jest w naszych czasach niemalże wyznacznikiem człowieczeństwa i miernikiem wartości każdej ludzkiej jednostki).
Ach, jak ja uwielbiam tworzyć tak długie i skomplikowane zdania z nawiasami pełnymi idiotycznych dygresji, których i tak nikt nie skuma… <— mała dygresja, ale wracajmy do tematu, którym jest, przypominamy, turystyka rowerowa.
Czym różni się turystyka rowerowa od pomykania na rowerku do pracy (a, bo – pozwoliwszy sobie na kolejną maleńką dygresję – wspomnę jeszcze, że rower to również idealny środek transportu naszych szanownych czterech liter, idealna alternatywa dla samochodu, tramwaju tudzież autobusu) albo rekreacyjnej przejażdżki raz na jakiś czas? Ano przede wszystkim tym, że – w przeciwieństwie do pomykania po mieście i odkrywania co najwyżej kolejnych ścieżek rowerowych – turystyka rowerowa wiąże się nie tylko z ordynarnym pedałowaniem, ale przede wszystkim ze zwiedzaniem mniej lub bardziej wyjątkowych miejsc i krain. Powiało poetyzmem, ale cóż… czasem trzeba.
Pingback: Zdrowie psychiczne | Zdrowie
Pingback: Autobus | Auto